Pierwsze efekty pojawiły się szybciej, niż się spodziewałam.
Już po kilku treningach poczułam, że mam lepszą kondycję i znacznie większą wydolność. Ciało zaczęło reagować, a ja wiedziałam, że to dopiero początek.
W ciągu dwóch miesięcy udało mi się zgubić prawie 4 kg tkanki tłuszczowej i wyraźnie ujędrnić sylwetkę. Zmiany były zauważalne i to bardzo.
Najpierw ręce i brzuch.
Brzuch dał się odczuć szczególnie mocno… choć, jak to bywa, tkanka tłuszczowa schodziła etapami od góry, a na końcu dokładnie z tych miejsc, na które czekałam najbardziej.
Czy to była tylko zmiana w lustrze? Nie.
W codziennym życiu zaczęłam czuć się po prostu lepiej. Zniknęły boczki, fałdki, a ubrania zaczęły leżeć dokładnie tak, jak powinny.
No i nie ukrywajmy miło było usłyszeć, że mężowi też bardzo się podoba.
Największe zaskoczenie? Czas trwania treningów.
Były krótkie, a jednocześnie niesamowicie efektywne. Zupełnie nie spodziewałam się, że w tak krótkim czasie można osiągnąć tak widoczne rezultaty. To właśnie te efekty najbardziej mnie zmotywowały do dalszego działania.
Trzy treningi w tygodniu. Bez wymówek. Bez przeciągania w nieskończoność.
Ta metamorfoza pokazała mi jedno: nie zawsze trzeba trenować długo wystarczy trenować mądrze. A kiedy ciało zaczyna współpracować, motywacja przychodzi sama.








