Sześć miesięcy.
Tyle wystarczyło, żeby moje życie dosłownie się odwróciło.
W tym czasie zrzuciłem 36 kilogramów. Ale początki? Były naprawdę trudne. Startowałem z miejsca, w którym każdy ruch był wyzwaniem. Byłem ciężki, ospały, zmęczony, bez energii. Trudno było złapać rytm zarówno w jedzeniu, jak i w treningach.
Najtrudniejszy był start
Na początku było ciężko dosłownie ze wszystkim. Ciężko było: zmusić się do treningu, ogarnąć żywienie, uwierzyć, że to w ogóle ma sens. Czułem się przemęczony i „nie do życia”. Ale mimo tego nie odpuściłem.
Pierwsze efekty dają siłę
Już po pierwszych 7 dniach zobaczyłem coś, co mnie zszokowało –4 kilogramy.
To był moment przełomowy. Kilogramy zaczęły spadać jeden po drugim. Z każdym tygodniem było lżej. Dosłownie i w przenośni.
Najpierw: spodnie zrobiły się luźniejsze, potem koszule, ubrania zaczęły „wisieć”. To dawało niesamowitą motywację.
Trening, który był do zrobienia
Najważniejsze było dla mnie to, że treningi były realne do wykonania. Nie ponad siły, nie „na pokaz”, tylko dopasowane do moich możliwości. Każdy kolejny trening budował pewność siebie i sprawiał, że chciałem więcej.
Zmiana, która zostaje
Ten proces naprawdę zmienił moje życie. Dziś mam więcej energii, lepsze samopoczucie i zupełnie inne podejście do ruchu i codzienności. I jeśli miałbym coś powiedzieć osobom, które się wahają:
Nie ma się czego bać. Trzeba przyjść, sprawdzić, zobaczyć, spróbować.
Czas na zmianę może być - jutro, pojutrze, za tydzień.
Ale najważniejsze, że zawsze może być.







